Elita Sprawiedliwych #1:

To byl on. Nie wiadomo skad i jak sie tu znalazl. Reka wyciagnal miecz i w mgnieniu oka przebiegl dystans dzielacy go od przeciwnikow. Jednym ruchem przecial pierwszego przeciwnika, ochraniajac w ten sposob osobe lezaca na ziemi. Wzial ja pod reke i odstawil w bezpieczne miejsce. Przeciwnikow zamurowalo z jaka szybkoscia i latwoscia sie poruszal. On wstal i przypatrzyl sie kazdemu z osobna. Wiedzial ze sam nie poradzi sobie z nimi wszystki. Chcac jakos zyskac na czasie zaczal rozmowe:
- Kim jestescie?
- Jestesmy poslancami Lantala, mamy rozkaz wybic was wszystkich czworo. Ciebie Ongos tez.
On z przerazeniem przyjal te slowa, jak dotad nikt nie wiedzial jak sie nazywaja, i ilu ich jest. Chcial jeszcze raz spytac lecz obok niego zjawil sie niespodziewanie jego towarzysz. Ongos ogladnal sie jeszcze do tylu. Oddzial nie czekajac juz i bojac sie ze ktos ucieknie przystopil do ataku. Na przeciwnikow zaczely leciec na nich strzaly, gdzies z lasu. Ongos i jego drugi towarzysz zaatakowali z dwoch stron, lewej i prawej. Niektorzy przeciwnicy nie wiedzac co sie dzieje zostawali zabici strzalami. Wodz przeciwnikow podbiegl w strone Ongosa ktory byl juz zajety walka. Sprobowal uderzyc w jego plecy, ten zaskoczony tak niehonorowym posunieciem odwrocil sie i ledwo co oslonil sie od ostrza, przypadkiem zauwazyl czlowieka, ktoremu przedtem uratowal zycie lezacego z wbitym mieczem w zebra. Ogarnela go rozpacz, nie poczul nawet jak czyjs inny miecz wchodzi w jego noge. Strzala odrazu trafila tego co zranil Ongosa. Wtedy ostateczny cios chcial zadac mu wodz, lecz On ze lzami w oczach szybkim ruchem reki odcial mu glowe i upadl tracac sily. Dwaj towarzycze takze rozwscieczeni smiercia zabili wszystkich, nikogo nie oszczedzajac Zdrowi zabrali rannego Ongosa i niezywego czlowieka do ich siedziby. Gdy Ongos wyzdrowial powiedzial do dwoch innych:
- Zoraj, Aral, przyzeknijmy sobie ze bedziemy robic to tak jak przedtem to robilismy - Tylko ze przedtem bylo nas czterech - powiedzial to Aral z niechecia jakby caly swiat sie zawalil.
- Co nieznaczy ze teraz jest nas mniej, zawsze bedziemy we czterech, ja pomszcze Sona - zdenerwowal sie Zoraj na swojego brata.
Ongos chcac przerwac konflikt powiedzial:
- Teraz idzcie spac jutro o szostej zaczynamy trening.