Elita Sprawiedliwych #5:

Powrot

Zamknal oczy, odprezyl sie, oddychal spokojnie, staral sie zapomniec gdzie jest, wmawiajac sobie ze grawitacja nie istnieje, lecz nie mogl. Wiedzial ze jesli sie nie skupi roztrzaska sie o skaly. Ustawil swoje cialo nogami do dolu, zaczal zwalniac. Czul ze zachwile sie zatrzyma lecz wtedy znowu dospieszyl. Znowu zwolnil. Dotknal ziemi. Przewrucil sie i zasnal. Gdy sie obudzil noge mial potrzaskana, lecz mogl chodzic. Czekal go jeszce dzien drogi. Po przejsciu polowy bol w nodze sie natezyl. Przeszdl jeszcze troche i upadl, bo noga odmowila mu posluszenstrwa. Zaczal sie czolgac, chociaz wiedzial ze nie ma to sensu. Musial odpoczac. Mial wolny czas, wiec postanowil zobaczyc do skrzyni. Znajdowaly sie w niej dwa dlugie miecze, topor, luk, nozyk i kilka strzal. Ongos gdy wzial do reki miecz poczul ze jego sila wzrasta. Bol w nodze troche ustał. Zapakowal bronie do skrzyni oprocz miecza i wyruszyl. Gdy dotarl zapakowal sie do kapsuly, teraz wiedzial dlaczego Zupas nie kazal mu brac miecza. Odpalil i wylecial spodziewajac sie ze nieprzyjaciel zaatakowal braci. Ongos w czasie drogi staral sie jak najwiecej cwiczyc. Po dwoch miesiacach wreszczie zauwazyl Ziemie. Nie mogl sie doczekac kiedy wreszcie rozprostuje nogi. Gdy kapsula wyladowala szybko z niej wyszedl, wzial bronie i pobiegl w strone domu. Po chwili szybkiego biegu dotarl. Zaczał szukac braci lecz nie mogl ich znalesc. Z krzakow uslyszal glos. - Za pozno Po czym wyszlo okolo piecdziesieciu ludzi. Miedzy nimi znajdowal sie Zupas. - Mistrzu? A gdzie sa moi bracia - spytal Ongos - Spokojnie. Sa bezpieczni... w grobie.

cdn...