Ból
Ból, ból, ból. Czuł go każdą cząstką swego ciała. Był tak straszny, że jaźń w nim rozpadała i rozpływała sie powoli.
Wiedział, nie wiadomo skąd, że jest to próba. Próba decydująca o życiu i śmierci, bycie i niebycie. Walczył o swoje ja, które ginęło
w strumieniach cierpienia, zatracał się. To mogło stanowić o jego zgubie, więc skupił się maksymalnie i zaczął budować mentalną blokadę przed falą nieznanego,
które chciało zmienić go w zwierzę. To stworzenie pod wpływem straszliwych cierpień budziło się w nim i przejmowało kontrole.
Błagało o chwilę ulgi, prosiło o ucieczkę w najdalszy zakątek mózgu.
To prowadziłoby do zguby ego, króre posiadał. Nie mógł na to pozwolić, był przecież człowiekiem, istotą myślącą! Zwierzę w nim rozbudziło sie jednak i nie słabło bynajmniej.
Chciało zepchnąć go z szańców, a potem uciec, zaszyć się w bezpiecznym schronieniu. Gdy tak zmagał sie sam z sobą, ból narastał. Widocznie czuł, że jego jaźń jest teraz najsłabsza. Człowiek drżał, nie miał
pojęcia, czy to jego ciało, czy dusza tak reaguje. Zbuntował się i zaatakował wewnątrz siebie. Zwierzątko zostało zdeptane, zniszczone. Ból ucichł momentalnie. Chłopak poczuł się, jakby
w przerażająco jasno oświetlonym pokoju wyłączono światło. Na ten jeden moment zamarł, skurczył sie w sobie. poczuł, że coś stracił, było to dziwne uczucie zważajać, że gdyby to co utracił
zwyciężyło z nim, stałby się ludzką roślina, bez umysłu i woli. Zrozumiał, że gdy będzie wracał do tych cierpień, oszaleje od wspomnień, więc odrzucił je. Miał pełną kontrole nad swym ciałem, ale jeszcze nie otwierał oczu.
Kiedy to wreszcie zrobił, mógł stwierdzić, że widok jest niezbyt przyjemny. Był tak bardzo odrażający, że puściły mu nerwy i zemdlał. Gdy się obudził, nic się nie zmieniło. Było na tyle wstrząsające, że zadał nawet pytanie:
- Kto to śmiał zrobił?
- Ja- odpowiedział, ktoś lub raczej coś. Osobnik ów miał na sobie czarny płaszcz z czarnym kapturem, z rękawów wystawało coś co tylko przy dużej dawce dobrej woli można by nazwać dłońmi. Głos pasował do reszty czyli był nieprzyjemny i chrapliwy.
Wszystko to sprawiało, że chłopakiem aż rzuciło do tyłu. Kto by się ważył na coś takiego? -zapytał się sam siebie. Dookoła niego, w brudnej, betonowej piwnicy bloku rozciagał się widok przypominający prosektorium.
Na podłodze rozciagała się orgia jelit, wątrób, płuc i innych, trudniejszych do zidentyfikowania szczątków. Wyglądało to tak jakby ktoś nienormalny wziął pięć ciał i przez dłuższy czas zabawiał sie z nimi za pomoca piły łańcuchowej i skalpela.
- Bo tak było- zripostował dziwny przybysz. -Chcesz szluga? Może ci pomóc na nerwy - zapytał się nader grzecznie zważywszy na okoliczności.
Chłopak nic nie odpowiadał, przełknął tylko głośno ślinę. Nagle wyczuł, że trzyma coś w ręku. Były to bowiem gałki oczne któregoś z jego kolegów. A reszta z jego znajomych przebywała kilka metrów dalej.
Czaszki, piszczele i chrząstki piętrzyły się w stosach. Obok leżały martwe ciała, kiedyś żywe i silne, dziś tylko bezwładne powłoki skórne. Wnętrzności leżały na osobnych kopcach, ładnie posortowane. Ale najgorsza była krew!
Chłopak niezbyt lubił jej widok, a gdy zobaczył, że jej plamy leża wszędzie, płynie do studzienek ściekowych, ba -jest na nim, a nawet w jego ustach. Jej ciepło-gorzki smak przyprawiał go o odruchy wymiotne. Trząsł się po stokroć, niepohamowanie. Poczuł
jakby złapała go febra, z której, co czuł z całą pewnościa nie ma odwrotu. Poczuł, że na widok tych jatek ma ochote wyrzygać całą swą wnętrzność. Chciał sie ich pozbyć i zaczął to robić, obrzydliwy kwas, który wypływał mu przez usta był dziwnie żrący. Jego kolor też miał
ciekawy odcień -czerwony. Lekarz zdefiniował by to jako haemaestis - krwawe wymioty, ale chłopak nic na ten temat nie wiedział, po prostu rzygał.
- Dziwnie delikatny jesteś -zauważył przybysz. -A taki durny chłopak. Wkurzałeś mnie, ty i twoi koledzy, więc przyszedłem z wami porozmawiać. Oni nie byli już ludzmi dlatego ich wykończyłem. A ty? Ty byłeś jeszcze człowiekiem, jeszcze kilka minut temu, może już nie jesteś, ale nie chce mi się
tego sprawdzać. Pytasz co takiego zrobiłeś? Na to musisz sam sobie odpowiedzieć.
Chłopak poczuł się lepiej i nagle umysł zawirował jakby chciał uwolnić się z więzów czaszki. Poczuł nagły przypływ wspomnień i zanurzył się w nich. Nie miał innego wyjścia. I nagle zrozumiał, bo zobaczył szereg obrazów -dla innych obrzydliwych, dla niego całkiem ciekawych. Koty lecące prosto w mur,
łomot puszki mózgowej o mur, pisk zdychających zwierząt. Gołąb bez głowy, oderwanej przez kolegów chłopaka. Inny ptak tego samego gatunku, zagłodzony na śmierć na strychu bez okien. Wielki kamień lecący w stronę psa, skulonego pod płotem ze strachem w oczach i następne, aż do czasu gdy zwierzę zmieni
się w kupę mięsa. Żaby wysuszane suszarką, albo wrzucane pod rower, tudzież między drzwi, a ich framugę -żabie placki. Najśmieszniejsze były ślimaki, małe, bezbronne bez wilgoci. Pozbawione skorupek, szybko zastygały w słońcu. A ten odgłos gdy rozdeptywane nikły pod buciorem, i ten ich chrupot.
Śmieszny, bo brzmiący jak, rozgniatywana skorupka od jajka. Najbardziej pożyteczne, "naukowo" były myszy i świnki morskie (Tak przynajmniej uważali wszyscy znajomi chłopaka). Fajnie wyglądały jak wiły się po zjedzeniu wybielacza, albo gwoździ wsypanych do karmy. Gdy już przestały sie rzucać (co było niezwykle interesujące,
gdyż można się założyć która z nich będzie najbardziej drgać) z ich pyszczków wypływała krew, zwykle ciemna z pękniętych żył i tętnic. To stanowiło "finis coronat opus" gdyż wtedy czuło się metafizykę śmierci.
-Ci jej długo nie czuli, gdy ich patroszyłem. -Odezwał się dotychczas milczący koleś. -Bo to ja jestem Śmierć. -A teraz zastanawiam się jak Cię ukarać. Chłopakowi zaczęły jeżyć się włosy na głowie gdyż osobnik zaczął się śmiać, tak intensywnie jakby spalił się, a jednocześnie brzmiało to jak opadające wieko krypty. Efekt
końcowy był nieciekawy.
- Mam pomysł. Masz dziewięć żyć. Pierwsze z nich skończę zaraz, prawdopodocnie kosą. A teraz zagospodaruje Ci następne. Adieu.
Koleś złapał nie kosę jednak, al piłę mechaniczną. Zauważył konsternację chłopaka.
- No wiesz, nowoczesność.
A potem ciął, strasznym uderzeniem od ucha, krew buchnęła aż pod sufit i młody umarł.
------------------------------
Poczuł ból, dookoła było ciemno i duszno. Tak duszno, że przy każdym wdechu rwało aż płuca. Było ciasno i co zauważył ze zdziwnieniem, stał wśród zwierząt. Zaprotestował i usłyszał tylko rżenie. Zrozumiał, jeszcze raz usłyszał śmiech Śmierci. Był zwierzęciem! (koniem jeśli chodzi o ścisłość). Nagla pojazd, w którym stał zatrzymał się. Zbiegł z innymi końmi po podeście
na ziemię. Niestety nie przyzwyczaił się do bycia koniem. Pokręcił się i coś chrupnęło. Przewracając się usłyszał głos.
- Ten już złamał nogę, trzeba będzie dobić.
Chciał protestować, ale nikt go nie usłyszał. Podszedł zarośniety menel z brudnym nożem. Wziął potężny zamach i ciachnał. Chłopak poczuł, że wypływa z niego życie.
------------------------------
Później było coraz gorzej. Krowa zatłuczona w rzeźni, bo mięso ma wtedy lepszy smak. Swinia o wadze 300 kg w powierzchni 1 metr na 1 metr, która zgniła. Kurka w malutkiej klatce, produkująca jajka, wszystkie jej towarzyszki niedoli obsrywały ją, bo siedziały wyżej, a odchody przesypywały się z klatki do klatki. Lis hodowany na futro w równie małej klatce co kury, zabity tak by nie zniszczyć cennego
futra. Pyton przemycony przez zieloną granice w termosie, zdechły z uduszenia. Małpa laboratoryjna, która miała wiwisekcje, by sprawdzić dlaczego tak dziwnie sie rzuca.
------------------------------
Chłopak był zmęczony, ale wiedział, że to nie koniec. Panu Śmierci pozostało do dyspozycji jeszcze jedno życie. Gdy w nie wszedł poczuł się mały i bezbronny, nagle wzniósł się nad nim wielki cień. I zrozumiał nagle jak go upodlono, był ślimakiem. A ta noga na górze i ten trep to jego noga i jego trep. Wrzasnął :
- Nie rób tego, nie wiesz co robisz!
Ale but opadł i zaczął go miażdzyć z przerażającą regularnością. I ten dzwięk:
Chrup, chrup, chrup, chrup ...